[PUNKT WIDZENIE KELNERA] - dzieci w restauracji
Czas na pierwszy post pisany z pozycji kelnera - dzieci w restauracji.
Jest to częsty temat rozmów pomiędzy kelnerami. Wydawać by się mogło, że nie ma się nad czym rozwodzić, jednak temat jest bardzo drażliwy. Same maluchy nie są niczemu winne, a całą odpowiedzialność za ich beztroskie zachowanie ponoszą rodzice.
Pamiętajcie, że w restauracji są osoby, które tam pracują. Tak jak Panie w banku, kelnerzy też potrzebują skupienia i odpowiednich warunków, aby wykonywać dobrze swoją pracę.
Postanowiliśmy wobec tego spisać kilka najważniejszych punktów, z którymi każdy rodzic powinien się zapoznać zanim zabierze swoje dziecko do restauracji.
• Restauracja to nie plac zabaw. Dzieci, które biegają między stolikami, utrudniają i spowalniają pracę kelnerów. Kelnerzy nie mają obowiązku wiedzieć, że Wasz najukochańszy skarb właśnie wpadł na pomysł zabawy w chowanego, a że robi to nieudolnie i wystaje mu noga to zahaczenie go czy kopnięcie niestety jest nieuniknione. Natłok w niedzielne popołudnie czasami jest tak duży (powszechna tabaka), że kelnerzy biegają między stolikami jak szaleni chcąc obsłużyć je jak najszybciej. Naprawdę nie ma wtedy czasu, żeby rozglądać się dookoła czy jakieś dziecko nie postanowiło się gdzieś ukryć, skądś wyskoczyć, gdzieś pobiec. Gdy dzieci pałętają się po restauracji bez opamiętania to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zakończy się to jakimś dramatem. Brak wyobraźni niektórych rodziców, którzy totalnie nie kontrolują swoich dzieci, jest ogromna. Pochłonięci rozmową, raz na czas rzucą okiem czy dziecko jest w pobliżu, jednak nie myślą o tym, że zabawa w berka między stolikami może skończyć się tragicznie. Oblanie gorącą zupą lub napojem, kopnięcie, potknięcie, przewrócenie, potłuczone szkło. Oczywiście po takim wypadku dziecko płacze, powstaje zamieszanie w restauracji, a oburzeni rodzice wzywają menedżera i składają skargę na kelnera, bo przecież to on nie zachował ostrożności. Jest to mili Państwo śmiech na sali. Powtórzmy jeszcze raz: RESTAURACJA TO NIE PLAC ZABAW- tu się je i tu się pracuje.
• Posłużymy się po raz kolejny przykładem niezbyt lubianej niedzielnej pory obiadowej. Jak to mówią- „Niedziela- dzień cwela”. Wygłodniałe rodziny masowo pojawiają się w restauracjach i oczekują jak najszybszego zaserwowania przystawek. Mimo to, kiedy kelner przychodzi po zamówienie i stara się szybko ogarnąć temat, dwójka kochanych rodziców zaczyna przedstawienie. „Jasiu, proszę pięknie zamówić u Pana Kelnera swój obiadek”... No to jedziemy z tym cyrkiem… Kelner nieśmiało uśmiecha się do dziecka i czeka na jego zamówienie, które zapewne będzie brzmiało: „Poprosę filet z kulcaka i flytki”, jednak dziecko jest zawstydzone jeszcze bardziej i ukrywa się w rączkach. Rodzice niestety nie przerywają w tym momencie lekcji i ciągną temat dalej. W międzyczasie kelner widzi kątem oka na wydawce dania do wyniesienia na 3 inne stoliki i skwaszone miny innych klientów, bo ich dania jeszcze się nie pojawiły. Niestety każdy z tych stolików, także odwalił lekcję śmiałości swojego dziecka, która po 10 minutach zakończyła się niepowodzeniem i opóźniła pracę całej restauracji. Pamiętajmy, że jeśli chcemy być obsłużeni sprawnie, a w restauracji jest tabaka na całego, to należy odpuścić sobie jakieś gierki i nauki dla dzieci.
• Kolejna sprawa, tym razem dość sporna. Karmienie piersią. Mieliśmy setki przypadków, w których mamy karmiły najmłodszych przy stoliku, na środku restauracji, więc nie wywołuje w nas to żadnego szoku. Teoretycznie jest to naturalne, wszyscy to kiedyś robili, nie ma się czym brzydzić, ale… W wielu restauracjach istnieje miejsce, gdzie świeża mama może zrobić to na uboczu, a nie pomiędzy innymi Gośćmi, którzy w tym czasie spożywają swoje dania. Często darzało się nam słyszeć niestety negatywne opinie o takich zachowaniach, niejednokrotnie byliśmy też bezpośrednio proszeni o zwrócenie uwagi karmiącej kobiecie- „Proszę coś zrobić, my tu jemy!”. Nie oceniamy ani jednej ani drugiej strony, miejcie jednak na uwadze, że restauracja to mimo wszystko miejsce publiczne. Nie każdy musi mieć ochotę, żeby podczas jedzenia oglądać biust innej kobiety, która aktualnie karmi swoje dziecko. Umówmy się, że jest to sytuacja dość intymna, więc powinno się ją równie intymnie załatwiać. Jeśli już musisz nakarmić tu i teraz zrób to dyskretnie.
• I znów broniąc maluchów. Umówmy się, że siedzenie przy stoliku i słuchanie rozmów dorosłych dla małego dziecka jest katorgą. Najmłodsi uwielbiają być w centrum uwagi, więc chcąc zwrócić na siebie uwagę zaczynają odgrywać swoje przedstawienie. Śpiewy, tańce, krzyki, rzucanie przedmiotami, znowu wrzaski, piruety, chodzenie po kanapach. Dramaty w 5 aktach, kiedy dzieci podczas jednego wyjścia do restauracji najpierw toną w morzu łez, później walczą z demonami, a na koniec nie mogą zatrzymać karuzeli śmiechu. Wydawałoby się, że takie rzeczy się nie dzieją i każdy rodzic zareagował by na wrzaski, ale niestety tak nie jest. Wielu opiekunów jeszcze bije brawo! Pamiętajcie także, że w restauracji przy innych stolikach siedzą ludzie, którzy nie przyszli do restauracji, żeby słuchać wrzeszczącego dziecka. Jeżeli wiecie, że Wasz szkrab nie wytrzyma 1,5 godziny na rodzinnym obiedzie bez swoich ulubionych zabawek, to zorientujcie się, które restauracje mają kącik dziecięcy – wszystkim będzie wtedy milej.
• Teraz do wszystkich tych Gości, którzy przychodzą bez dzieci i nie są wyrozumiali wobec nich. Kelner nie jest osobą, która jest odpowiedzialna za wychowanie dzieci znajdujących się w restauracji. Nie ma wpływu na to jak zachowują się najmłodsi i ich rodzice, więc nie ma najmniejszego sensu żalenie się kelnerowi, że czyjeś dzieci są za głośno. Obsługa restauracji nie ma na to zbyt dużego wpływu. Poza tym oczywistym jest, że w porze obiadowej siódmego dnia tygodnia rodzinny ruch w restauracjach jest duży. Jeśli wiecie, że przeszkadzają Wam dzieci w restauracji, wybierzcie takie miejsca, do których nie można ich zabierać (np. do Atelier Amaro)
Generalnie nie jesteśmy przeciwnikami dzieci w restauracji. Uważamy wręcz, że powinny one od małego uczyć się pewnych zachowań. Jednak w dzisiejszych czasach istnieje masa miejsc, gdzie rodzice mogą coś zjeść i spotkać się ze znajomymi, a dzieci w tym czasie bawić się pod okiem animatora w specjalnym sektorze dla dzieci. Drodzy rodzice! Wybierajcie takie restaurację, które umożliwiają miłe spędzenie czasu Wam i Waszym kochanym maluchom.
Drodzy Kelnerzy, podzielcie się z nami Waszym doświadczeniem w tym temacie. Też czasami bywa ciężko?
Jest to częsty temat rozmów pomiędzy kelnerami. Wydawać by się mogło, że nie ma się nad czym rozwodzić, jednak temat jest bardzo drażliwy. Same maluchy nie są niczemu winne, a całą odpowiedzialność za ich beztroskie zachowanie ponoszą rodzice.
Pamiętajcie, że w restauracji są osoby, które tam pracują. Tak jak Panie w banku, kelnerzy też potrzebują skupienia i odpowiednich warunków, aby wykonywać dobrze swoją pracę.
Postanowiliśmy wobec tego spisać kilka najważniejszych punktów, z którymi każdy rodzic powinien się zapoznać zanim zabierze swoje dziecko do restauracji.
• Restauracja to nie plac zabaw. Dzieci, które biegają między stolikami, utrudniają i spowalniają pracę kelnerów. Kelnerzy nie mają obowiązku wiedzieć, że Wasz najukochańszy skarb właśnie wpadł na pomysł zabawy w chowanego, a że robi to nieudolnie i wystaje mu noga to zahaczenie go czy kopnięcie niestety jest nieuniknione. Natłok w niedzielne popołudnie czasami jest tak duży (powszechna tabaka), że kelnerzy biegają między stolikami jak szaleni chcąc obsłużyć je jak najszybciej. Naprawdę nie ma wtedy czasu, żeby rozglądać się dookoła czy jakieś dziecko nie postanowiło się gdzieś ukryć, skądś wyskoczyć, gdzieś pobiec. Gdy dzieci pałętają się po restauracji bez opamiętania to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zakończy się to jakimś dramatem. Brak wyobraźni niektórych rodziców, którzy totalnie nie kontrolują swoich dzieci, jest ogromna. Pochłonięci rozmową, raz na czas rzucą okiem czy dziecko jest w pobliżu, jednak nie myślą o tym, że zabawa w berka między stolikami może skończyć się tragicznie. Oblanie gorącą zupą lub napojem, kopnięcie, potknięcie, przewrócenie, potłuczone szkło. Oczywiście po takim wypadku dziecko płacze, powstaje zamieszanie w restauracji, a oburzeni rodzice wzywają menedżera i składają skargę na kelnera, bo przecież to on nie zachował ostrożności. Jest to mili Państwo śmiech na sali. Powtórzmy jeszcze raz: RESTAURACJA TO NIE PLAC ZABAW- tu się je i tu się pracuje.
• Posłużymy się po raz kolejny przykładem niezbyt lubianej niedzielnej pory obiadowej. Jak to mówią- „Niedziela- dzień cwela”. Wygłodniałe rodziny masowo pojawiają się w restauracjach i oczekują jak najszybszego zaserwowania przystawek. Mimo to, kiedy kelner przychodzi po zamówienie i stara się szybko ogarnąć temat, dwójka kochanych rodziców zaczyna przedstawienie. „Jasiu, proszę pięknie zamówić u Pana Kelnera swój obiadek”... No to jedziemy z tym cyrkiem… Kelner nieśmiało uśmiecha się do dziecka i czeka na jego zamówienie, które zapewne będzie brzmiało: „Poprosę filet z kulcaka i flytki”, jednak dziecko jest zawstydzone jeszcze bardziej i ukrywa się w rączkach. Rodzice niestety nie przerywają w tym momencie lekcji i ciągną temat dalej. W międzyczasie kelner widzi kątem oka na wydawce dania do wyniesienia na 3 inne stoliki i skwaszone miny innych klientów, bo ich dania jeszcze się nie pojawiły. Niestety każdy z tych stolików, także odwalił lekcję śmiałości swojego dziecka, która po 10 minutach zakończyła się niepowodzeniem i opóźniła pracę całej restauracji. Pamiętajmy, że jeśli chcemy być obsłużeni sprawnie, a w restauracji jest tabaka na całego, to należy odpuścić sobie jakieś gierki i nauki dla dzieci.
• Kolejna sprawa, tym razem dość sporna. Karmienie piersią. Mieliśmy setki przypadków, w których mamy karmiły najmłodszych przy stoliku, na środku restauracji, więc nie wywołuje w nas to żadnego szoku. Teoretycznie jest to naturalne, wszyscy to kiedyś robili, nie ma się czym brzydzić, ale… W wielu restauracjach istnieje miejsce, gdzie świeża mama może zrobić to na uboczu, a nie pomiędzy innymi Gośćmi, którzy w tym czasie spożywają swoje dania. Często darzało się nam słyszeć niestety negatywne opinie o takich zachowaniach, niejednokrotnie byliśmy też bezpośrednio proszeni o zwrócenie uwagi karmiącej kobiecie- „Proszę coś zrobić, my tu jemy!”. Nie oceniamy ani jednej ani drugiej strony, miejcie jednak na uwadze, że restauracja to mimo wszystko miejsce publiczne. Nie każdy musi mieć ochotę, żeby podczas jedzenia oglądać biust innej kobiety, która aktualnie karmi swoje dziecko. Umówmy się, że jest to sytuacja dość intymna, więc powinno się ją równie intymnie załatwiać. Jeśli już musisz nakarmić tu i teraz zrób to dyskretnie.
• I znów broniąc maluchów. Umówmy się, że siedzenie przy stoliku i słuchanie rozmów dorosłych dla małego dziecka jest katorgą. Najmłodsi uwielbiają być w centrum uwagi, więc chcąc zwrócić na siebie uwagę zaczynają odgrywać swoje przedstawienie. Śpiewy, tańce, krzyki, rzucanie przedmiotami, znowu wrzaski, piruety, chodzenie po kanapach. Dramaty w 5 aktach, kiedy dzieci podczas jednego wyjścia do restauracji najpierw toną w morzu łez, później walczą z demonami, a na koniec nie mogą zatrzymać karuzeli śmiechu. Wydawałoby się, że takie rzeczy się nie dzieją i każdy rodzic zareagował by na wrzaski, ale niestety tak nie jest. Wielu opiekunów jeszcze bije brawo! Pamiętajcie także, że w restauracji przy innych stolikach siedzą ludzie, którzy nie przyszli do restauracji, żeby słuchać wrzeszczącego dziecka. Jeżeli wiecie, że Wasz szkrab nie wytrzyma 1,5 godziny na rodzinnym obiedzie bez swoich ulubionych zabawek, to zorientujcie się, które restauracje mają kącik dziecięcy – wszystkim będzie wtedy milej.
• Teraz do wszystkich tych Gości, którzy przychodzą bez dzieci i nie są wyrozumiali wobec nich. Kelner nie jest osobą, która jest odpowiedzialna za wychowanie dzieci znajdujących się w restauracji. Nie ma wpływu na to jak zachowują się najmłodsi i ich rodzice, więc nie ma najmniejszego sensu żalenie się kelnerowi, że czyjeś dzieci są za głośno. Obsługa restauracji nie ma na to zbyt dużego wpływu. Poza tym oczywistym jest, że w porze obiadowej siódmego dnia tygodnia rodzinny ruch w restauracjach jest duży. Jeśli wiecie, że przeszkadzają Wam dzieci w restauracji, wybierzcie takie miejsca, do których nie można ich zabierać (np. do Atelier Amaro)
Generalnie nie jesteśmy przeciwnikami dzieci w restauracji. Uważamy wręcz, że powinny one od małego uczyć się pewnych zachowań. Jednak w dzisiejszych czasach istnieje masa miejsc, gdzie rodzice mogą coś zjeść i spotkać się ze znajomymi, a dzieci w tym czasie bawić się pod okiem animatora w specjalnym sektorze dla dzieci. Drodzy rodzice! Wybierajcie takie restaurację, które umożliwiają miłe spędzenie czasu Wam i Waszym kochanym maluchom.
Drodzy Kelnerzy, podzielcie się z nami Waszym doświadczeniem w tym temacie. Też czasami bywa ciężko?

Komentarze
Prześlij komentarz