[PUNKT WIDZENIA GOŚCIA] - Trattoria Degusti



Czas ruszyć z tematem i opisać pierwsze miejsce, w którym byliśmy w zeszłym tygodniu. Głodni, bardzo głodni, powiem więcej - WYGŁODNIALI na maksa, postanowiliśmy zjeść coś w centrum (Kraków). Jesteśmy zwolennikami Kazimierza, ale brzuchy krzyczały „żadnego Kazimierza! Teraz! Już! Kazimierz za daleko!”. Było nam naprawdę wszystko jedno co będziemy jedli, więc po najmniejszej linii oporu padło na słynny duet- makaron i pizza. Mieliśmy w głowie kilka dobrze znanych i lubianych przez nas restauracji, jednak z uwagi na wykręcone żołądki poszliśmy do pierwszej ujrzanej trattorii, która przykuła nasz wzrok fajnym designem, dużą przestrzenią, ogólnie ładnie to wszystko wyglądało z zewnątrz więc weszliśmy.


TRATTORIA DEGUSTI



Od samego wejścia przywitała nas miła kelnerka wskazując dwuosobowy stolik i podała karty. Wnętrze naprawdę miłe – byliśmy wieczorem więc świeczki i inne bajeranckie dodatki robiły robotę. Był to nasz debiut w tym miejscu, więc przy pierwszym podejściu kelnerki zamówiliśmy tylko napoje, prosząc o czas na decyzje dotyczącą jedzenia. Dziękujemy za czekadełko – czyli świeże kawałki bagietki z oliwą, tak aby nasz pierwszy głód został zaspokojony. I niestety na tym sympatyzowanie z kelnerami w tym miejscu się zakończyło.

Minęło może z 10-15 minut, a naszego piwka dalej nie było (no tak, czasem człowiek musi się napić czegoś niskoalkoholowego z bąbelkami). W międzyczasie podeszła do nas inna kelnerka z kartami. Uświadomiliśmy ją, że złożyliśmy już zamówienie i czekamy na napoje. Oddaliła się bez słowa, tak samo
osowiale jak się pojawiła – rozumiemy, że kelnerzy mogą mieć też gorszy dzień, ale ta Pani chyba przeżywa naprawdę ciężkie chwile. Mimo wszystko mamy świadomość, że można pewnych spraw nie zauważyć, generalnie Pani chciała dla nas dobrze. W każdym razie nie o ąkłą kelnerkę się rozchodzi.

Tik,tak,tik,tak … nasze żołądki zaczęły być naprawdę zirytowane. Zauważył to chyba jeden z kelnerów, który podszedł przyjąć od nas zamówienie (Pani od piwka chyba o nas zapomniała). Poinformowałem go, że mamy otwarty już rachunek u innej kelnerki – mimo wszystko przyjął zamówienie – chwała mu za to! Tak między nami, kelner ten
ratował sytuację i opinie całej restauracji jeżeli chodzi o obsługę.

Pojawiły się napoje. Uffff! Już prawie uschnęliśmy na badyl... Dłuższy czas oczekiwania spowodowany był wymianą kegi z piwem, więc też w pełni wybaczamy. Na przyszłość radzimy tylko poinformować gości o takich sytuacjach. Nie byłoby tylu nerwów.

Idąc dalej, ponieważ czasu mieliśmy sporo (na dania czekaliśmy stosunkowo długo – jednak nigdy nam to nie przeszkadza, jeżeli zamawiamy coś co potrzebuje czasu na przygotowanie), zaczęliśmy rozglądać się po ludziach, lokalu, kelnerach. W restauracji nie było zbyt wiele osób, był to wtorek w godzinach między 19 a 20 więc ruch umiarkowany, mimo to kelnerów było chyba sześciu, może więcej, ciężko ich zliczyć bo cały czas pojawiał się ktoś nowy. Przy stoliku obok nastąpiła jakaś pomyłka dania u obcokrajowców, przy innym stoliku jakaś Pani w średnim wieku wstała od stolika zaczepiając kelnerkę o karty, bo nie dostała już od dłuższego czasu. Inna parka obok nas była zagadywana o dodatkową herbatę dwa razy w przeciągu 3 minut- słynny manewr "płacić i spadać!"- znany nam doskonale.

W końcu pojawia się jedzenie, a właściwie część jedzenia… Jeden z nas mógł już jeść, drugi zmuszony był patrzeć. Z uwagi na przeszywający głód nie zastosowaliśmy się do zasady „poczekam na Ciebie, bo niekulturalnie jeść samemu”. Niestety, prawo "człowiek głodny = człowiek zły" wygrało. Jednak warto w tym miejscu podkreślić jak bardzo drażni podawanie dań nie w tym samym momencie.

Salame (25zł)– czyli w skrócie pizza z pikantną kiełbasą salami. Jest to nasz najczęstszy wybór, kiedy zamawiamy pizzę – jedliśmy ją już chyba wszędzie gdzie można w Krakowie i innych dużych miastach,w których bywamy. Jak wypadła tutaj? Genialnie! Na pewno było to top 5 (jak nie top 3)! Bardzo dobry ser, sos, salami. Na pewno ranty pizzy wygrywają z ciastem w najlepszych krakowskich pizzeriach. Jak najbardziej polecamy- pizza była dosko!

Drugie danie kelnerka przyniosła po kilku minutach. Wylądowało przed nami risotto z ośmiornicą, krewetką, mulami, pomidorkami i pietruszką (39zł). Kolejny strzał w 10! (Żałuje, że nie zrobiliśmy zdjęcia). Było lekko kwaśne, ale totalnie nie przeszkadzało to w całości smaku. Niebo w gębie! Tutaj przy okazji mała uwaga dla managera lub osoby zarządzającej – co to za cholerny talerz! Myśleliśmy, że zwariujemy. Głęboki z ogromnymi obrzeżami i bardzo małą podstawą. Próbując przekroić ośmiornicę musieliśmy ją wyciągać na talerz od pizzy, gdyż o mało co, całość kilka razy nie wyleciała w powietrze od siły naszego nacisku. Bardzo, bardzo nie wygodnie się to jadło, natomiast smak znakomity, więc kolejny raz "Polecam! Iza Małysz"

Generalnie całość zniknęła z talerzy bardzo szybko. Ktoś zabrał od nas brudne naczynia i właściwie od razu zniknął. Nie zdążyliśmy nawet zamówić drugiego piwa. Nic to, czekamy …

Czekamy…
Czekamy…

- „Czekamy? Czy idziemy usiąść gdzieś jeszcze bo trochę przeginają”
- „No... Płacimy i spadamy”

Podsumowując... 6 lub 7 zadowolonych z siebie kelnerów (w tym jednak jedna smutna kelnerka) błąkało się od baru do komputera, od komputera do baru, znikali gdzieś na zapleczu, stali w kącie i rozmawiali. Chcemy podkreślić, że jako byli kelnerzy, naprawdę rozumiemy, że w pracy można sobie pogadać ale no ku*wa... Co mam zrobić, żeby zwrócić uwagę kelnera w kulturalny sposób? Chyba wyjść i niech nas gonią to wtedy zapłacimy.

W końcu udało się odezwać do przygniecionej życiem kelnerki „Przepraszam, możemy zapłacić?”, prawie dostała zawału, że ktoś ją o coś pyta, ale informację przyjęła…

Przyjęła i co? I poszła kroić bagietkę do wyżej wspomnianego czekadełka. Czasami się zastanawiamy, czy niektórzy kelnerzy cierpią na zanik pamięci krótkotrwałej jak Dori z "Gdzie jest Nemo?".

Minęło kolejne 10 minut – wszyscy mają jakieś zajęcia a nasz rachunek dalej nie zapłacony. Zacząłem bawić się kartą aż wyskoczyła mi w górę i upadła na podłogę. Nagle zjawia się nasz bohater, który przyjmował od nas zamówienie. W jednej ręce trzymał rachunek, a w drugiej terminal – gdybym był reżyserem filmowym, a rzecz działaby się na planie, w tym momencie puścił bym na niego świetlaną poświatę i dorysował
aureolę nad głową.

Zapłaciliśmy! Uwolniliśmy się z tego miejsca.
Co z napiwkiem? Niby swój swojego zrozumie i zostawi. No niestety ... Była to chyba pierwsza sytuacja kiedy kelnerka nie dostała od nas napiwku. Czuliśmy się totalnie olewani, totalnie zapomniani, dania wydane osobno, wszystko, wszystko i jeszcze raz napiszę wszystko źle. Tak jak konkurują kuchnią o najlepsze dania, to spokojnie mogę konkurować na najgorszych kelnerów z innymi restauracjami w Krakowie, które z obsugą sobie nie radzą Najgorsze jest to, że taka kelnerka czy kelner nie pomyśli, że brak napiwku to jakiś znak - to goście są zje....ni. Mieliśmy do czynienia z totalnym nieogarem. Brak organizacji, nikt nie wie co należy do jego obowiązków, nikt nie czuje się odpowiedzialny za to co się dzieje dookoła.

Gdyby nie przepyszne jedzenie, które polecamy naprawdę każdemu, napisalibyśmy – nie wrócimy tu nigdy – jednak piszemy - wrócimy na pewno i to w niedługiej przyszłości. Zdecydowanie dajemy temu miejscu jeszcze jedną szanse, tylko błagamy! Niech obsługa weźmie się w garść, bo tak poirytowani chyba nigdy nie byliśmy. Restauracja na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo wyrafinowaną, a zespół kelnerski popełnił podczas naszej jednej, godzinnej wizyty prawie wszystkie możliwe do popełnienia błędy...

No to teraz czas przyznać Krewety! Każdy z nas może przyznać ich po 5 dla każdej kategorii

Jedzenie:
Kelner X: 🍤🍤🍤🍤🍤
Kelner Y: 🍤🍤🍤🍤🍤

Ogólny wystrój, klimat, ceny, ciekawe menu:
Kelner X: 🍤🍤🍤
Kelner Y: 🍤🍤🍤🍤🍤

Obsuga:
Kelner X: zero (jedyne co mogę przyznać to łeb krewetki, który jest niejadalny)
Kelner Y: -🍤 (jest to kreweta ujemna za to, że przy takiej kuchni i wystroju tak bardzo dali czadu).





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[ZA GRANICAMI] - Weekend nad morzem - Schopenhauer i Zatoka Sztuki Sopot

[PUNKT WIDZENIA GOŚCIA] - PINO